• Wpisów:67
  • Średnio co: 31 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 16:25
  • Licznik odwiedzin:9 217 / 2168 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zjebaliśmy, wszystko nie tak! wszystko sie sypie! wiesz? już nie potrafię patrzeć w Twoje oczy jak kiedyś. Beztrosko skupiać uwage na Twoich rozszerzonych źrenicach. Odpowiadać szczerze na wszystkie Twoje pytania. Nie potrafie Ci ufać. Nie po tym wszystkim. To działo się za szybko. Ale jednego jestem pewna. Nigdy nie zapomne Twojej osoby, tego jak wiele od Ciebie zdążyłam sie nauczyć przez tak krótki czas. Nie żałuje niczego. Pamiętam wszytko od momentu kiedy pierwszy raz odpisałam Ci na głupi sms, albo to jak podobno byłam Ci tak bardzo potrzebna, kiedy działo się coś złego. I wiesz? dla mnie to i tak już nie ma znaczenia, ale gdybym mogła może nie dopuściłabym do momentu kiedy stało się to czego oboje dzisiaj żałujemy. Żyj spokojnie kochanie. Może w końcu uda Ci sie odnaleźć to czego tak skrupulatnie pragniesz.



Usiądź na chwilę, skup i posłuchaj opowiem Ci o tym jak bardzo przestałam Ci ufać.
 

 
Pamiętam każde Twoje słowa wypowiedziane do mnie Brat. Pamiętam każdy Twój suchar kiedrowany w moją stronę. Pamiętam jak pierwszy raz się do mnie przytuliłeś, Naszą pierwszą rozmowe na pieprzonym gg. Pierwszy Twój telefon do mnie. Pamiętam Twoje słowa gdy robiłam coś nie tak. Pamiętam Twoją jebaną mine kiedy nie mogłeś pić pierwszy z butelki, pierwszą wspólną kanapke i dogryzanie batona. Pamietam pierwsze razem wypite piwo.Przytulanie się w publicznym miejscu wokół ludzi myślących, że jesteśmy razem. Pamiętam braciszku jak pierwszy raz powiedziałeś: ja Ciebie też. Twoje słonecko i kochanie. Pamietam "wspólną noc" w jednym łóżku i to kiedy mieliśmy o 4 w nocy stac przed lustrem robiąc dziubki. To kiedy mówiłeś spadaj słonecko tym swoim oburzonym głosem. Tysiące wspólnych godzin. Chwile które nigdy już nie wrócą. Tylko Ty potrafiłeś zauważyć, że coś jest nie tak, że coś mnie gryzie. To kiedy przytulałeś mnie najmocniej po dwóch dniach nieobecności w szkole. Tysiące jebanych uśmiechów i setki wspomnień. Pamietam brat i chyba nigdy nie zapomnę, bo pozostawiłeś mi urywki wspomnień, od których nie da się uciec.
kolejny dzień pełen wad.
 

 
Czy zainteresowałbyś się mną i moim losem, gdybym zadzwoniła i powiedziała 'przyjedź, potrzebuję się do Ciebie przytulić...? Czy wyczułbyś, że płaczę? Czy przyjechałbyś..? Czy tak jak dawniej znalazłabym schronienie między Twoim lewym a prawym ramieniem..? Czy zapytałbyś co się dzieje..? Czy wysłuchałbyś streszczenia moich problemów..? Czy starałbyś się pomóc? Czy odnalazłabym bezpieczeństwo i spokój przy Tobie jak dawniej? Czy może byś olał sprawę i powiedział, żebym do kogoś innego zadzwoniła? Czy może wcale nie odbierał tylko odrzuciłbyś połączenie? No co, co byś zrobił?
Chcesz coś powiedzieć. Zapomniałeś co...właściwie wiesz, ale boisz sie reakcji...
 

 
Będzie dobrze, musisz tylko wrócić w maju, nie możesz zrobić tego za tydzień, bo jestem jeszcze trochę umierająca i cały czas zgorzkniała, jeszcze nie odcięłam się od przeszłości i cały czas coś mi się psuje, nadal mam burdel w głowie, muszę to posprzątać, zadbać o to, i wtedy, wtedy gdy już wrócisz tu, to wiem, że ja będę już gotowa, będę odpowiednia, wtedy będę cała dla Ciebie, postaram się, będzie nam dobrze, ale za 3 miesiące, teraz jest jeszcze za wcześnie.
Możesz się starać, pocieszać mnie, towarzyszyć w niszczeniu się, próbować się do mnie zbliżyć i ratować mnie, możesz, masz do tego prawo, ale tu nie chodzi o to, widzisz, są takie rany, nad którymi można się użalać i próbować je skleić tylko w samotności.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
...kiedy jeszcze tydzień temu pisał, że chce Cie lepiej poznać.
Przedwczoraj, że chętnie by sie do Ciebie przytulił.
A dzis już kurwa nawet nie odpisuje!!

taaa facet!
Zwykły facet, żadna tam moja miłość, zwyczajny przyjaciel, nawet nie całkiem bliski, nie był ważniejszy od reszty, a paradoksalnie, żaden nóż w plecach nie bolał tak bardzo jak ten wbity przez Niego.
 

 
Nie jara mnie to białe gówno za oknem, choinki, lampki, prezenty, to bycie przesadnie miłym i dobrym dla wszystkich dookoła. Po co to wszystko? Po świętach wszystko wraca do normy i rzeczywistość nadal jest szara. Jebana magia świąt. Zazdroszczę tym, którzy w te święta poczują taką magie jaką powinno się czuć. Tym, którzy spędzą szczególne 3 dni w roku w kochającym, pełnym ciepła domu z wesołą rodziną, gdzie każdy będzie szczęśliwy i nikt nie będzie udawał tego wszystkiego.
 

 
I tak niewiele wiesz o mnie. Nie znasz mojego życia. Zaledwie wiesz kilka urywków zdarzeń, niezapomnianych, męczących mnie wspomnień, które Ci opowiadałam. Znasz moje plany, marzenia, które są tak oczywiste. Widzisz, jaka jestem codziennie z natury, ale nie wiesz, jakie wartości kryje w swoim sercu oraz duszy. Nie jestem w stanie zdobyć Twojego pełnego zaufania, abym mogła się przed Tobą w pełni otworzyć. Może i znasz moje zainteresowania, imię, nazwisko oraz podstawowe rzeczy dotyczące mojego miejsca zamieszkania, ale nigdy nie byłeś w stanie rzucić wszystkiego, postawić się i przyjechać, gdy wszystko się waliło. Twierdziłeś, że to tylko kwestia czasu, bo wiedziałeś, jak będzie za kilka dni. Jednak nigdy nie miałeś odwagi, aby się ujawnić. Wiesz, zrozumiałam dzięki temu, że nie istniejesz. Tak samo, jak ja nie istnieję dla Ciebie, bo nie znasz mnie prawie w ogóle. Pomimo wielu spędzonych tygodni razem nie znamy siebie, nie istniejemy dla siebie.
 

 
Powinno szczypać, drapać mnie, powinna lać się krew i łzy z moich oczu, powinnam zagryzać wargę z bólu i wyrywać sobie włosy z głowy, wyklinając cicho pod nosem na swój własny los, ale czy to coś da? świat nie zatrzyma się na moje życzenie, nie przystanie obok mnie i nie poda mi ręki. jest egoistyczny, zimny, obojętny. mogę zakopać się w łóżku i tracić czas, mogę łykać kilka tabletek na śniadanie, obiad i kolacje, mogę to wszystko popijać alkoholem i kończyć gdzieś pod stołem, ale czy właśnie to chcę wspominać za parę lat? takie wspomnienia chcę mieć w swoim sercu? płatki śniegu zatrzymują się na moich rzęsach, a ja.. z sercem, które w ogóle nie przypomina siebie - jest postrzępione, potargane, ale bije. damy sobie radę. otulimy się szczelnie ciepłą kurtką, zaparzymy herbatę i skupimy się nad tym co przed nami.
All I want
Is a little of the good life
 

 
I jeżeli jeszcze raz usłyszę od kogoś, że jest inny niż wszyscy to przyrzekam, że przypierdolę mu tak, że się więcej nie podniesie!
Wszyscy jesteśmy tacy sami! Każdy troszczy się tylko o soją dupe! Nigdy nie liczymy się z tym co inni czują, myślimy tylko o tym jak ich nie stracić, jak ich wesprzeć, żeby mogli na nas liczyć. Bo przecież ich potrzebujemy, bo co jeśli nam przydarzy się coś złego, co jeśli wtedy nikogo nie będzie, nikt nie wyciągnie ręki i nie pomoże wyjść z tego bagna! My! To My wszystko pieprzymy tylko dla własnego dobra. Szukamy szczęścia dla siebie tylko po to by zrujnować czyjeś! Układamy nowe scenariusze by tylko nam było w życiu wygodnie! I nie wmawiaj mi, że każdy jest inny, bo wszyscy żerujemy na sobie wzajemnie! Niszczymy się! Tylko i Tylko dla własnego dobra!
 

 
Popełniłam w życiu tyle błędów że chyba powinnam przyzwyczaić się już do tego uczucia . Tego bólu, rozczarowania, wstrętu i nienawiści do samej siebie. A jednak za każdym razem boli tak samo, a nawet bardziej przynajmniej w tym wypadku. Nigdy sobie tego nie wybaczę i wiesz nigdy też nie zapomnę. Już zawsze zwracając swoją twarz w kierunku lustra będę czuła niechęć i gorycz. Nie tak wyobrażałam sobie to 'dorosłe' życie. Nie tak wyobrażałam sobie siebie.
 

 
Dlaczego jeszcze nie śpisz? Przecież jest już późno, przecież jutro musisz żyć, przecież oczy nie mogą zapuchnąć. Połóż się już, zamknij oczy, włącz mózg, pozwól swojej duszy odpocząć. Za nią długi dzień, a ona spisała się znakomicie. Dziś nie umarła, ani na chwilę. Należy jej się za to nagroda. Więc zaśnij. To będzie dobra noc, nie będziesz krzyczeć, ani płakać. Tylko nie myśl już dłużej, nie zadręczaj się, nie obwiniaj. Pamiętaj o swojej duszy, ona musi odpocząć. Ona musi żyć. Więc zamknij teraz oczy, otrzyj łzy i zaśnij. Bo może już się nie obudzisz.
 

 


ALE ZAAACIESZ <3
LP RULEZ <3
 

 
nie udawajmy pochopnie, że jesteśmy "samotni wśród tłumu ludzi" – kiedy będziemy samotni naprawdę, zrozumiemy tę różnicę..

najtrafniejsze jest to słowo, które każdy natychmiast rozumie.
 

 
I nic już nie będzie takie jak dawniej. Rzeczywistość przyćmiona zwyczajnym dniem, noce łez. .. Bo gdy wszystko idzie dobrze, coś musi się spieprzyć! Zdajemy sobie sprawę, że to co przez jakiś czas liczyło się dla nas najbardziej, staje się obce, ponure, inne! Kolory tracą swoje odcienie. Serce przybiera zupełnie inny obrót, a reszta ciała zatraca się w bezużyteczności. Stoimy na pograniczu ciemności ze światłem i chociaż tak bardzo chcemy się wydostać na zewnątrz, siła perswazji staje się naszym wrogiem! Z dnia na dzień stajemy się niewolnikami chodź by jednej butelki Jacka Danielsa, umieramy, zapadamy w nicość!

WYGRZEBANE ZE STAROCI
 

 
wystarczy mi świadomość, że dziś po raz kolejny zamykając oczy pomyśli o "nas". O kłamstwach przedzierających się między słowami, o każdym z uczuć wywołanym obecnością. Nadzieja, że zaśnie ze świadomością, iż traci to co kiedyś było dosłownie na wyciągnięcie ręki, że przebudzając się nad ranem, uświadomi sobie, że mnie już nie ma. że prawdopodobnie NIGDY nie zobaczy uśmiechu wywołanego jego obecnością. może w końcu zda sobie sprawę, że wracając do przeszłości, stracił szansę na kolejny oddech, na życie.
 

 
Aż pewnego dnia, znużona wysłuchiwaniem wciąż tego samego… wyjdę za mąż. Nie dla własnej przyjemności, tylko! aby sprawić ludziom przyjemność i zmuszę się do kochania poślubionego człowieka. W końcu oboje zaczniemy wspólnie marzyć o miłym domku na wsi, o dzieciach, o ich przyszłości. W pierwszym roku będziemy się często kochać, w drugim nieco mniej, o od trzeciego o seksie pomyślimy dwa razy w miesiącu, ale tylko raz będziemy tę myśl wprowadzać w czyn. Co gorsza niemal przestaniemy ze sobą rozmawiać. Będę znosic to cierpliwie i zastanawiać się co jest ze mną nie tak, skoro nie potrafię go już sobą zainteresować, nie zwraca na mnie uwagi, mówi o swych przyjaciołach, jakby byli całym jego światem. Gdy nasze małżeństwo zawiśnie na włosku, zajdę w ciążę. Będziemy mieli dziecko, na jakiś czas staniemy się sobie bliżsi, ale wkrótce wszystko wróci do poprzedniego stanu. Wtedy zacznę tyć. Przejdę na dietę, z każdym dniem i tygodniem pokonywana przez kilogramy uparcie przyrastające mimo skrupulatnej kontroli. Wówczas zacznę brać te magiczne narkotyki, które nie pozwalają popaść w depresję i znów będę miała dzieci, poczęte podczas miłosnych nocy, które mijają zbyt szybko. Będę mówiła wszystkim, że dzieci SA całym moim życiem, ale tak naprawdę to one będą mnie trzymać przy życiu. Wśród ludzi będziemy uchodzić za szczęśliwe małżeństwo i nikt się nawet nie domyśli, że za pozorem szczęścia kryje się samotność, gorycz, wyrzeczenie. Pewnego pięknego dnia odkryję, że mój mąż ma kochankę. Kto wie? Może urządzę awanturę, Ale będę już za stara i zbyt tchórzliwa, z dwojgiem lub trojgiem dzieci na karku, które mnie potrzebują, które muszę wychować, urządzić zanim to wszystko zostawię. Wywołam skandal, postraszę męża, że odejdę z dziećmi. On tak jak każdy mężczyzna, wycofa się, zapewni, że mnie kocha, ze to się więcej nie powtórzy. Nigdy przez myśl mu nie przejdzie, że gdybym rzeczywiście odeszła, musiałabym wrócić do rodziców i do końca życia słuchać co dzień narzekań matki, że straciłam jedyną okazję, by być szczęśliwa, że on mimo drobnych wad był wspaniałym mężem, że dzieci wiele ucierpią z powodu naszego rozstania. Miną dwa, może trzy lata i następna kobieta pojawi się w jego życiu. Sama to odkryję albo ktoś mi o tym doniesie, ale tym razem udam, że o niczym nie wiem. Nie będę miała już dość siły, by walczyć jak z pierwszą kochanką, zaakceptuję więc życie takie, jakie jest. Odtąd będę tylko cierpliwie czekać, aż dzieci podrosną i całymi dniami rozmyślać o samobójstwie, nie mając odwagi by je popełnić. Pewnego pięknego dnia dojdę do wniosku, że życie takie już jest, nic nie można na to poradzić, ani nic zmienić. I pogodzę się z tym.

KUPIE SOBIE PSA. ON MNIE PRZYNAJMNIEJ NIE ZDRADZI.


 

 
21:17. Ciepły grzejnik, skarpety na nogach, czekoladki, herbata malinowa i zeszyt do przedsiębiorstwa. Tak uwielbiam takie wieczory, zero niepotrzebnie komplikujących życia myśli! wracania do przeszłości!
 

 
Naucz mnie tego skurwysyństwa. Tej pieprzonej obojętności na wszystko. Na ludzi, na ich uczucia, na to, co czują, choć nie powinni. Naucz mnie pozorów, jak je stwarzać, utrzymać, nie pogubić się w trakcie ich trwania. Pokaż mi, jak kochać i kochać fałszywie, tak starannie to udawać. Jak grać na czyichś nadziejach, marzeniach, jak skutecznie je wykreować, by tak perfekcyjnie je zniszczyć, bez poczucia winy. Zrób ze mnie zimną sukę, taką, która straci wrażliwość, zapomni, czym ona jest, co to znaczy. Zabij moje uczucia, pozbaw mnie ich, bym nie uległa, by nie obudziło się we mnie poczucie winy, i abym nie pękła, nie wycofała się. Chcę niszczyć ludzi, tak, jak Ty. Chcę być zła, nadludzko szydercza, inna. Naucz mnie, naucz mnie wszystkiego, całego pozerstwa, przecież Ty to tak idealnie potrafisz.
 

 
Całuję te usta, bo mam taką zachciankę, bo taki pomysł akurat wpadł mi do głowy, a przy złączeniu się warg czuję, że odnalazł aprobację. Po tygodniu możemy o sobie zapomnieć - ale teraz jest, podwyższa mi ciśnienie, koloryzuje miejsce, rzeczywistość. serce łomocze, bo mu się podoba. Zaangażowanie zamiotło pod dywan swoich małych parametrów. wreszcie zrozumiało, że uczucia chuj dają. Przyjemność w postaci ciepłego oddechu na brodzie, oddechu który niewątpliwie otula moją twarz pierwszy i ostatni raz.